jabola blog

Twój nowy blog

O-h-o!
Dzień dobry.
Czasu minęło trochę, odkąd byłam tu ostatnio.
Zmiany, zmiany, zmiany.
Jestem księżniczką.
Jestem narcyzem.
Jestem rozpieszczoną dziewczynką.
Jestem małą kobietką.
W ramionach mojego dużego mężczyzny.
Jestem bezpieczna.
Jestem zakochana.
Jestem szkołą zmęczona.
Jestem wiosną omotana.
Jestem stęskniona za rodziną i przyjaciółmi.
Ale jestem.
I to się liczy!!

Właściwie ciężko mi ubrać w słowa to wszystko co się dzieje. Najważniejsze, że słońce świeci na moim niebie i mam nadzieję, że nic nie zakłóci tej mojej sielanki.
A jakże!

Wanna photos? CLICK!

Fuck me I’m famous! Ot co :)

Salut mes amis!

Mili państwo. Dziś o rzeczach ważnych i ważniejszych.

* Czas biegnie szybko. Kolejny rok, kolejne postanowienia które oczywiście zaraz pójdą w zapomnienie, a przypomną się za rok, w okolicach Sylwestra. No cóż, właściwie powinnam napisać notkę o przemijaniu, refleksji nad życiem. A nie. W nieco inny sposób zapraszam do poznania mojej historii w roku 2005 KLIK!

* Wiara w siebie mi uciekła i wrócić nie chce. Może toi efekt przemęczenia, ale mówiąc szczerze lustro moim wrogiem sie stało. Muszę nad tym popracować.

* Serce wciąż wolne, chyba lubi samotność. W przeciwieństwie do właścicielki. Ale właściwie pogodziłam się z tym, już nawet nie czekam. Czas pokaże, może coś się zmieni. Może…

A teraz kilka wyznań:

* Średnia na półrocze: 4.37 To chyba dobrze…

* Bilet na The Rolling Stones już mam. Ot, co.

* Mój konsupcjonizm i skrajny materializm mnie przeraża.

* Kocham moich przyjaciół.

* Cierpię na nororyczny ból głowy. Tłumaczę to przemęczeniem. A co!

* Tęsknię za domem. Ostatnio coraz bardziej.

I na tym zakończę. Mam nadzieję, że spotkamy się nie długo. Życzę Wam kochani wiary w siebie!

Au-Revoir (na jakiś czas)!

Czas biegnie nieubłaganie. Przed chwilą przeżywałam stres z rozpoczęciem „czegość nowego” a tu proszę – miesiąc juz minął.
Jak mi tam jest?
Bardzo dobrze – schudłam 2,5 kg (to dopiero początek ;-)), mam świetną klasę, cholernie dużo nauki, KOGOŚ o kim mogę myśleć, „co środowe” wykłady z historii na Starówce, Łazienki 4 minuty od internatu, karmienie kaczek, chill-out, romantyczną jesień, mnóstwo pomysłów na życie i… jedną wielką tęsknotę za tym co zostawiłam. Rodzina, przyjaciele – bardzo mi tego brakuję.
Dziękuję Wam za pamieć, wiedzcie że i ja o Was pamiętam, myślę i mam nadzieję, że wkrótce spędzimy ze sobą dużo czasu.
Jesień w sumie dobrze na mnie działa, chociaż chęc romantyczno-jesiennych uniesień trzyma się mnie kurczowo, ale mam nadzieję, że coś z tym zrobię (albo w JEDNĄ albo w DRUGĄ stronę).
Tymczasem życzę Wam pieknych jesiennych uniesień, bo w końcu nic tak nie sprzyja „tym” sprawom jak spacer po ozłoconym parku.
Trzymajcie się ciepło!

Koniec wakacji. Rzekłabym, że wakacji niezwykle nudnych, przesiedzianych. Ale cóż, nie zawsze można objeżdżać świat, pić mleko prosto z kokosa i wspinać się po Alpach. Mój stary komputer w zupełności wystarczył.
Tak poza tym, to mała dygresja na temat upływającego czasu. Przede mną liceum, za mną gimnazjum.
Śmiało mogę powiedzieć, że te 3 lata były latami niezwykle przełomowymi. Fascynacje stylami, subkulturami. Eksperymenty z muzyką, wyglądem. Przyjaźnie zawiązane i zakończone. Wiele łez i rozczarowań ale i mnóstwo uśmiechu i dobrej zabawy. Beztroska i powolne dorastanie. I tak jakoś się skończyło, bez większego echa, jakoś słabo przeżyłam rozstanie z tą szkołą, ale mówiąc szczerze z minuty na minutę przeżywam bardziej to co nowe.
Jutro rano już wyjeżdżam. Jestem spakowana, przede mną nowe życie, nowi ludzie, nowe W-S-Z-Y-S-T-K-O. Jestem pełna sprzeczności. Z jednej strony się cieszę – nowość może oznaczać niezwykłą świeżość w moim życiu, patrzeniu na świat. Ale z drugiej strony rodzina, przyjaciele i nawet własny, ukochany pokój skłaniają mnie do nieco mniej pozytywnych wizji.
Ale jakby nie było, będzie dobrze.
Trzymajcie kciuki za mnie, żeby mnie Warszawa nie zjadła.
Ja też trzymam kciuki za Was, bo na pewno wiele z nas ma sprawy które nie do końca są rozwiązane.
Ściskam!!
Magda

Wakacje, wakacje.
Napisze krótko:
Totalny chill-out.
Jest wspaniale! Rodzina, przyjaciele, książki, muzyka, słońce, kawa, owoce.
Żyć nie umierać.
Oby Wasze wakacje były pełne usmiechu!
Trzymajcie się cieplutko!
Ściskam –

Magda

Marzenia się spełniają. To już wiem.
Wtorek, godzina
13:17, okolice „zawarszawskie”, telefon od mamy, pisk DOSTAŁAM SIĘ!! Tak proszę Was, dostałam się tam gdzie chciałam. Nadal jestem w szoku, ciekawość nowego rośnie z godziny na godzinę. Oby do 1 września :)

Drugą część dnia 7 czerwca spędziłam równie mile – Katowicki Spodek, Bohema, Green Day, szaleństwo totalne, było cudownie – 3 zdjęcia proszę:
I – gdzieś „na” Spodku przed koncertem :)
II – dojechałyśmy… czyli zdjęcię zrobione od razu po przyjeździe do Katowic
III – po koncercie. Zmeczona, obolała ale szczęśliwa.
KASIU – kocham, dziekuje, było cudownie!

Ukłon wielki w stronę moich ukochanych forumianek – oby do wakacji dziewczyny :)

Zbliżają sie wakacje, o tak. I słońce mogloby z tej okazji przyjść. Umieram z zimna, ja nie wiem czy to czerwiec czy listopad? Dołujące, jeszcze mnie jesienna deprecha dopadnie. Miło nie będzie.

A wiecie co? Nadal jestem „zachorowana” na trzech Panów z komputera. Ale fajnie, tak sobie „pokochać”. Cofam się czuję. To ten brak książek. Wina szkoły. Wiem.

Pokochałam moje życie. Mój pokój, moje łożko, moje pianino, moją elektryczną, mój długopis i ten pieprzony, zawalony komp. Kocham każdy dzień, kocham wstawać rano i czesać włosy z pieprzonymi odrostami. Kocham, kocham, kocham… Muszę się tym wszystkim nacieszyć. Bo wszystko jakieś popieprzone jest :P Nie-normalne-nie.

I’m easy like a sunday morning!

I wszystko jasne.

Kłaniam się. :)

Euforia proszę państwa, istna euforia. Czuję że żyję, czuję że słońce świeci i to prosto na mnie. Ahh passo proszę, nie opuszczaj mnie. Bo mili państwo tak sie składa, że najbliższy czas obwitować będzie w same rzeczy wspaniałe. Troszkę adrenalinki, troszkę skakania. Będzie bosko.
1. 7 czerwca, Katowice, Spodek. Pan Piotr, Pan Billy Joe. Sprawdzie sami. Będzie świetnie. Musi być. Kasia kiss po prostu :*
2. 7 czerwca to też dzień wyników. Ahh.. to mnie stresuje, ale po prostu kciuki trzymać macie.
3. Się szukuje coś na skale ogólnopolską, tak, już niedługo. Kiedy ja znajdę czas na sen, hę? ;-)
4. Oczywiscie nie pominę 24 czerwca czyli dzień ukończenia szkoły, czas na szkołę kolejną, ale jaja prosze państwa, wierzyć mi się nie chce. Ludzi szkoda. Niektórych bardziej niż szkoda. Ale mam nadzieję, że pamiętać mnie będzięcie. ;-)
5. Moja miłość do pana z telewizora kwitnie, marzenia granic nie znają, a może kiedys akurat, spotkam go na rynku. Wypijemy dobrą kawę i będziemy rozmawiać o muzyce. Taaa… wyobraźnię to ja mam w porządku.
6. 5 lipca to rzecz jasna dzień przełomu. Chorzów, Stadion Śląski, bynajmniej nie na U2… To będzie przełom :)
7. A serduszko wolne, ale co dziwne nie płaczę z powodu tego. Jest mi dobrze, jest mi lekko, nie narzekam. Nie chcę się zakochiwać, nie chcę czasu poświęcać. Chwile słabości dopadają, chwile wspomnieć też. Ale po co :-) Co ma byc to będzie. Jak to kiedyś mi Daga powiedziała „Jest ktoś dla kogo jesteś calym światem”, więc kiedys zapewne spotkam go. Może już gdzieś sobie drepta (to na pewno ten od kawy :P)
8. Na dietę przeszłam. Dacie wiarę? Muszę zacząc proces zdobywania samoakceptacji, bo lustro mnie nie lubi. O tak.

Na koniec pisząc, napiszę że jest wporządku, mam nadzieję, że tak samo będzie. Kocham Was ludzie, kocham to życie, ja nie wiem :-) Bóg mi tyle szczęścia dał. Bardzo dużo.

I Wam tez optymizmu życzę.

Dużo. :-)

A tak w ogóle to juz są truskawki, więc marzenia się spełniają :)

Mam ochote na lato. Truskawek bym sobie zjadła, pospała do 12, nic-nie-robila przez dzień cały. Wysiadam proszę Was, żygam szkołą. Nic mi się nie chcę i nic nie robię. Wszystko mnie nudzi. Już nie pamiętam kiedy przeczytalam książkę lub kiedy obejerzałam dobry film. Dopadł mnie syndrom przedwczesnych wakacji. Marudze jak zwykle.
Ale już niedlugo. Kilka tygodni, które zapewne miną szybciej niż się tego spodziewam. I dwa miesiace odpoczynku. Nigdy chyba nie chciałam tego czasu tak jak w tym roku.

A za sobą mam dwa dni pełne klimatu małego miasteczka. Tak, tak Kazimierz Dolny a w nim ja. Było OK, buźka dla wszystkich obecnych tam właśnie, w albumie kilka fotek znaleźć można.

Kasia, Onial – buziak :* Pamiętam, kocham więc piszę.

Poproszę o szklankę soku bananowego, myśleć mi się nie chce, kopa potrzebuję. Nieprzytomna. Głupia. Wolna. Zero barier, tylko uśmiech.

Takie moje skróty myślowe.
Takie moje marudzenia.

Koniec. Nonsens. Mój własny.

See You Later

Jak zwykle jestem niekonsekwentna. Ale mam okres że żyć bez bloga nie mogę.
Okej. Zacznijmy.
Optymizm mnie rozpiera. To nic że zimno, że deszcz. Że oceny słabe. Cieszę się życiem, bo wiem że ludzi mam wokoło siebie wspaniałych.
Od przyjaźni zacznę. Ostatnio wiele sobie wyjaśniłam. Tak wewnątrz. Wiem juz wszystko. Wiem kogo kocham, kogo uwielbiam, a kogo nienawidzę.
Dziękuję Kasi i Oluni za to że są. Bo wiem, że są mi najblizsze. Czuję że to wiele przetrwa. Kocham Was bardzo mocno, słów
mi brakuje. Tak. Dziekuje. Mam nadzieje ze jestem w stanie dać Wam tyle ile ja od Was otrzymuję. Przed nami wiele wspólnych chwil (5 lipca
to nawet bardzo wspólne ;-) ) i kurcze mam nadzieję że to na zawsze! :***
Innym też dziekuje – Anuszce, Kici, Muszce, Kasi S., Pyśce, Berze <- jesteście świetne!
Okej. Banałów koniec.
Ostatnio w marzeniach się pogrążam. Jedne sa realne, drugie wręcz przeciwnie. Ah. Czasami warto w swój własny świat wejść, zatopic
się bezgranicznie. Tak. Mój świat na prawdę nabrał kolorów!
W muzyce podróżuje, coraz więcej wspaniałości na drodze swej spotykam. Oczywiscie na pierwszym miejscu są wspaniali
panowie mordercy i pan Sławomir, aczkolwiek wspaniałych nowości napływa do mnie coraz więcej. Dziękuję Kasiu za The Cure i Ashlee (raz jeszcze przepraszam).
Szablon rzecz jasna optymistyczny. Wspaniały (oczywiście bo Kasia wybierała :*). Tak. Świat musi wiedziec o moim uśmiechu ;-)
No i wypadałoby coś o sercu napisać. A tam? Radość. Zakochana z Kasią w kimś nierealnym i to mnie cieszy. Nie potrzebuję
miłośći, zakochania, wiercenia w brzuchu i łez samotności. Facet niepotrzebny mi w ogóle. Tyle czasu tracić bym musiała. I po co.
Nie lepiej włączyć ukochaną płytę, zrobić herbatę (w moim ukochanym kubku z Tweety’m) i zadzwonić do przyjaciółki? Czy nie lepiej
poczytac ukochaną gazetę i oglądać ciuchy w sklepach? Czy nie lepiej po prostu zacząć normalnie żyć? Ahh… aktualnie to śmiać
mi się chce z wszelkich miłosnych wyznań, zakochań, zawirować. Życie mnie wzywa :-)
Wiarę odzyskałam, siłę odzyskałam, SIEBIE odzyskałam.
O nowy etapie w mym życiu WITAJ.
Wchodzę, uwaga, czerwony dywan proszę.
Ciepło się trzymajcie w te chłodne majowe dni.
Kiss :*

Idę spać. Do zobaczenia w czerwcu. Wstanę wtedy. Na pewno.


  • RSS